Związek Nauczycielstwa Polskiego
Zarząd Oddziału ZNP w Żorach

Ostatnie wpisy

Oddział ZNP

Pikieta w Katowicach

3 styczeń 2022

W dniu 3.01.2022 r. o godz. 16.00 odbędzie się  Pikieta pod nazwą TRZY TEZY: WOLNA SZKOŁA, WOLNI LUDZIE, WOLNA POLSKAorganizowana przez Protest z Wykrzyknikiem przed wszystkimi Kuratoriami Oświaty w Polsce, w tym przed Śląskim Kuratorium Oświaty w Katowicach. Głównym punktem tych wydarzeń będzie „przybicie” do drzwi kuratorium arkusza z trzema tezami: WOLNA SZKOŁA, WOLNI LUDZIE, WOLNA POLSKA.
Musimy tam być, wesprzeć organizatorów pikiety, wspólnie walczyć o wolną szkołę, bo sprawa nas dotyczy i nikt za nas tego nie zrobi. Zgłoszenia udziału można dokonać do godz. 12.00 w biurze ZNP w Żorach, wyjazd o godz. 14.30 z Centrum Przesiadkowego.

ZAPRASZAMY!

Koleżanki i Koledzy

Polecam ten artykuł (z OKO Press), proponuję go rozesłać drogą e mailową. Bez wzajemnych rozmów, wymiany poglądów nie obronimy nowoczesnej szkoły.

Mam nadzieję, że w dniu dzisiejszym wszyscy wesprzemy pikietę pod nazwą TRZY TEZY: WOLNA SZKOŁA, WOLNI LUDZIE, WOLNA POLSKA, organizowaną przez Protest z Wykrzyknikiem, w poniedziałek 3 stycznia godz. 16.

Osiem skutków ustawy „LEX CZARNEK”

1. Ubezwłasnowolnienie szkół, dyrektor/ka w potrójnych sidłach Bezpośrednim celem proponowanej przez rząd Morawieckiego nowelizacji prawa oświatowego jest zyskanie kontroli nad wyborem dyrektorki czy dyrektora szkoły Władze dobrze wiedzą, że pozycja dyrektorki/ra w polskiej szkole jest bardzo silna. Zgodnie z ustawą oświatową:

· kieruje on/ona działalnością szkoły i reprezentuje ją na zewnątrz;

· sprawuje nadzór pedagogiczny;

· sprawuje opiekę nad uczniami (może też skreślić ucznia z listy);

· decyduje o zatrudnianiu i zwalnianiu nauczycieli oraz innych pracowników szkoły;

· przyznaje im nagrody oraz wymierza kary porządkowe.

Projekt przewiduje aż potrójne zabezpieczenie, by to rząd – poprzez powoływanego przez ministra edukacji kuratora – miał kontrolę nad tym, kto będzie rządził w szkole.

1. Dyrektor wyłaniany jest w konkursie, w którym dziś przedstawiciele samorządu i kuratorium oświaty mają po trzy głosy, rady pedagogicznej – dwa głosy, rady rodziców – dwa głosy i związki zawodowe – jeden . Rząd chce, by głos kuratorium oświaty, niezależnie od liczby obecnych przedstawicieli, zawsze liczył się jako pięć;

2. Jeśli kandydata nie uda się wyłonić w konkursie, samorząd nie będzie już mógł go powołać bez konkursu, niezbędna będzie pozytywna opinia kuratora;

3. Punkty 1 i 2 zapewniają kontrolę nad wyborem nowej dyrektorki czy dyrektora, ale nie dają władzy nad ponad 40 tysiącami obecnych (razem z przedszkolami). Temu służy zapis nr 3. Kurator może złożyć wniosek do organu prowadzącego placówkę o odwołanie dyrektora w czasie roku szkolnego i to bez wypowiedzenia, jeśli „nie zrealizuje on w ostatecznym terminie wskazanym przez kuratora zaleceń wynikających z przeprowadzonych czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego”. A jeśliby organ prowadzący (gmina czy powiat) nie chciał odwołać? Nie szkodzi. Wtedy „wygaśnięcia powierzenia stanowiska dyrektora szkoły dokona organ sprawujący nadzór pedagogiczny”.

Zapis nr 3 jest perfidny i w praktyce oznacza odwołanie dyrektora/ki na życzenie władz w sześciu prostych krokach:kurator przeprowadza kontrolę, stwierdza „uchybienia w nadzorze pedagogicznym” (pojęcie bardzo szerokie, nieprecyzyjne), wydaje zalecenia pokontrolne, ocenia, że nie zostały zrealizowane, wnioskuje o odwołanie, a jak samorząd nie posłucha, to odwołuje sam.

Zamach na pozycję dyrektora/ki i podporządkowanie go/ją „centrali” to kluczowy instrument ograniczenia autonomii szkół, będącej zasadniczym rysem polskiej edukacji. Nie przypadkiem zatem Czarnek 16 czerwca na antenie Radia Wrocław stwierdził wprost, że „nie ma czegoś takiego jak autonomia szkół”.

Autonomia jest, ale ma jej nie być. Bo zachwiana zostanie pozycja dyrektorki/dyrektora szkoły, która stanowiła o jej istnieniu.

2. Fanatyczki. Karierowicze – tacy będą dyrektorzy i dyrektorki

Fatalnym skutkiem takiego prawa będzie eliminowanie z oświaty osób niezależnych, które nie podpisują się pod politycznym i ideologicznym profilem szkoły Czarnka. Albo same zrezygnują z pracy (czy startu w konkursie) albo zostaną wyrzucone. Kierowanie szkołą – zadanie odpowiedzialne i trudne – straci walor samorealizacji opartej na przekonaniu, że to ja decyduję o tym, jaka będzie moja szkoła.Otworzy się droga awansu dla zwolenników/czek PiS i ideologii tej partii. Poza nimi swoją szansę zobaczą też zwykli karierowicze. Warto przy tym pamiętać, że zarobki dyrektorek i dyrektorów są relatywnie niezłe.

3. Szkoła strachu. Kurator-prokurator i „przestępstwo edukacyjne” Rząd pracuje też nad zmianą w kodeksie karnym (odpowiedzialny – zastępca ministra-prokuratora Ziobry Michał Wójcik). Ma zostać przyjęta jak cały pakiet już w czerwcu, ale opisana jest z nonszalancką ogólnikowością: „Projekt wprowadza nowe czyny zabronione (…) pociągnięcie określonych osób do odpowiedzialności karnej za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim, powodujących szkodę tego małoletniego (…) przepisy te dotyczyć będą osób kierujących jednostkami objętymi systemem oświaty (…)”.

Zdumiewający zapis. Wyodrębnienie nowej kategorii „przestępstw edukacyjnych” jest w oczywisty sposób zbędne – wszelkie czyny zagrażające uczniom lub naruszające prawo w inny sposób są już obecnie zagrożone interwencją prokuratury.

Chodzi najwyraźniej o to, by dać do ręki kuratorom dodatkowy bat. Zaczęliby działać jak „prokuratorzy ds. edukacji”.

Jak jest przestępstwo, to znajdą się przestępcy. Chodzi o taki właśnie efekt mrożący, zwłaszcza, że zawiadomienie mogą składać także inni, np. rodzice niezadowoleni z konkretnej decyzji dyrekcji albo krzywdy (ich zdaniem) dziecka. Także organizacje typu Ordo Iuris będą polować na dyrektorki dopuszczające się takich przestępstw jak prowadzenie edukacji seksualnej.

W tym kontekście jasny staje się zapis z programu PiS na wybory 2019 roku: „Kurator oświaty z mocną pozycją zadba o przestrzeganie prawa w placówkach oświatowych. Nie dopuścimy do tego, aby Państwo pozbawione zostało możliwości kształtowania polityki oświatowej i damy odpowiednie narzędzia, także finansowe, aby ją realizować”.

Jak widać, nie tylko finansowe, także karne.

4. Szkoła zglajchszaltowana. Nie wykraczać poza rządowy przekaz

„To prawo jest wprowadzane wbrew szkołom. W interesie szkół leży bowiem rozwój, kreatywność, wolność. Jak poszukiwać nowych rozwiązań, gdy wszystko ma być pod sznurek, zgodnie z wyobrażeniem kuratorium?” Próbę glajszachtowania oświaty widać jak na dłoni w interwencjach osławionej małopolskiej kurator Barbary Nowak, które zapowiada kontrolę w podstawówce w Dobczycach (powiat myślenicki) za udział 8 czerwca dzieci w wykładzie o konstytucji (w ramach akcji Tour de Konstytucja)

Czarnek odpowiada za „IV filar” państwa PiS, czyli „edukację jako niezbędny dla narodu zasób świadomości, systemu wartości, wiedzy i kwalifikacji”. Aby to zrealizować „przywrócono ważną pozycję kuratorów oświaty”, a teraz się ją radykalnie umocni.

Jest też jasna deklaracja oczekiwań od dyrektorów i nauczycielek: „ton polskiej edukacji powinni nadawać pedagodzy należycie wykształceni, o odpowiedniej postawie moralnej, lubiący pracę z dziećmi i młodzieżą, rozumiejący, że jest to także zawód misyjny”.

5 . Szkoła pod kontrolą. Koniec sensownej (potencjalnie) ewaluacji

Nowoczesne systemy oświaty opierają się na założeniu, że szkoły powinny pracować podmiotowo i zespołowo. Mają same stawiać sobie cele rozwojowe.

Rolą państwa jest pomoc w rozwoju i taka rolę miał pełnić program o kryptonimie NPSEO (Nadzór Pedagogiczny System Ewaluacji Oświaty z czasów II rządu Tuska). Ewaluacja ma brać pod uwagę sytuację szkoły, jej plany i potrzeby. Przeszkoleni wizytatorzy mają jasność, że są po to, by pomóc szkole rozwiązywać problemy. Wykorzystują też tzw. ewaluację wewnętrzna, czyli samoocenę, jaką szkole wystawiają nauczyciele, ale też uczniowie i rodzice.

Takie miękkie zarządzanie poprzez wspomaganie rozwoju nie pasuje do autorytarnego stylu PiS.

Obecnie zewnętrzna kontrola ograniczała się do „przestrzegania przepisów prawa dotyczących działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej”, ale to się ma zmienić. Kontrolerzy ocenią też „prawidłowość procesów kształcenia i wychowania oraz efektów działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej”.

Będą prowadzić: obserwację zajęć, analizę dokumentacji, „analizę informacji pozyskanych od rodziców, nauczycieli i uczniów”, „rozmowy z dyrektorem i nauczycielami w celu uzyskania dodatkowych wyjaśnień”.

W ten sposób paraliżuje się strachem i zabija fundamenty edukacji: kreatywność, swobodę, chęć działania, poszukiwanie nowych rozwiązań, dostosowywanie metod pracy do zmieniających się potrzeb uczniów i do zmieniającego się świata”.

Ogólnopolskie Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO) komentuje: „Ewaluacja jest procesem ciągłym, a jej wyniki służą poprawie i doskonaleniu działań. To jedyny tak nowoczesny proces zapewniania jakości używany w polskiej oświacie. Rezygnacja z niego na rzecz jedynie kontrolowania jest krokiem wstecz do czasu sprzed reformy na przełomie wieków”.

6. Samo-rządy PiS, czyli poniżenie samorządów

Edukacja stanowi znaczącą część wydatków samorządów, a szkoły są postrzegane przez społeczności lokalne jako „nasze” – gminy, dzielnicy, miasta. To z edukacji rozliczani są politycy samorządowi. Szkoła staje się też – szczególnie w mniejszych miejscowościach – ośrodkiem życia społecznego i kulturalnego.

Władze samorządowe mają ambicję, by ich szkoły były lepsze. Czasem sprowadzają to do miejsca w rankingach, ale coraz częściej wskazują szkołom, jakie umiejętności będą potrzebne na lokalnym rynku pracy.

Zarządzanie szkolnictwem było i jest „hybrydowe”, rządowo-samorządowe, ale z naciskiem na niższy szczebel – zgodnie z zasadą pomocniczości. Konstytucją w preambule stwierdza, że prawo opiera się na „poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot”.

Projekty rządowe sprowadzają samorządy do roli zarządcy czy administratora: „zapewnienie warunków działania szkoły, wyposażenie jej w pomoce dydaktyczne i sprzęt, wykonywanie remontów i niezbędnych inwestycji, zapewnienie obsługi administracyjnej, w tym prawnej, finansowej, obsługi organizacyjnej szkoły, a także wykonywanie czynności w sprawach z zakresu prawa pracy w stosunku do dyrektora szkoły lub placówki”.

To wierne cytaty z ustawy oświatowej, ale nie oddają one prawdy o polskiej edukacji, która jest samorządowo-rządowa.

Zaprzeczenie zasadzie pomocniczości i decentralizacji oznacza odwrócenie całego procesu przemian w pokomunistycznej Polsce i powrót do modelu szkoły z PRL.

7. Wykreślenie z ewidencji szkoły niepublicznej. Koniec przygody?

Około 1650 szkół prowadzonych przez stowarzyszenia i organizacje społeczne to wyraźna mniejszość – w roku 2019/2020 stanowiły 7,6 proc. podstawówek (a uczyło się w nich jeszcze trzykrotnie mniej – 2,7 proc uczniów i uczennic) oraz 7,1 proc. szkół ponadpodstawowych (w tym nieco więcej – 8,8 proc. liceów). Mają jednak swoje ważne miejsce w polskiej edukacji.

Wiele z nich to laboratoria innowacji, tworzą szeroką panoramę pomysłów na nauczanie, wychowanie, relacje z uczniami. Nowatorskie rozwiązania promieniują na całą edukację.

Są też azylem dla dzieci (zamożniejszych rodziców), które nie były w stanie przystosować się do dyscypliny edukacji publicznej.

Obok szkół społecznych różnorodność edukacji zapewniają też blisko 300 szkół prowadzonych przez organizacje wyznaniowe (wśród podstawówek stanowią 1,2 proc. i 1,1 proc. uczniów i uczennic).

W rządowym projekcie uderza rozbudowana skarga, że szkoły niepubliczne są „nieposłuszne”. Kuratorzy „napotykają na problemy uniemożliwiające wykonanie czynności nadzoru pedagogicznego (…), np. brak kontaktu z dyrektorem szkoły, brak odpowiedzi na pisma, nieudostępnianie dokumentacji”. Ta frustracja jest zapewne uzasadniona, dyrektorki i dyrektorzy szkół społecznych mają poczucie niezależności, traktują swoje szkoły jako indywidualne projekty.

Wzmocnienia nadzoru nad szkołami i placówkami niepublicznymi, jakie planuje rząd polegałoby na egzekwowaniu uprawnień, które zgodnie z art. 55 (zwłaszcza ust. 3) ustawy oświatowej obejmują niezwykle szeroki zakres kontroli:

· wstępu do szkoły,

· wglądu do dokumentacji przebiegu nauczania, wychowania i opieki oraz organizacji pracy,

· wglądu do dokumentów nauczycieli potwierdzających kwalifikacje do prowadzenia przydzielonych im zajęć oraz dokumentów potwierdzających przygotowanie do prowadzenia danych zajęć,

· udziału w posiedzeniu rady pedagogicznej, po uprzednim powiadomieniu dyrektora szkoły,

· wstępu w charakterze obserwatora na zajęcia dydaktyczne, wychowawcze, opiekuńcze,

· przeprowadzania badań służących ocenie efektywności działalności dydaktycznej, wychowawczej oraz opiekuńczej szkół i placówek.

Ustawa wprowadza możliwość wydania przez kuratora prowadzącej szkołę organizacji „polecenia niezwłocznego umożliwienia czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego oraz określa konsekwencje wynikające z braku realizacji tego polecenia”.

Rząd zadbał, by kurator przestał być papierowym tygrysem.

Kontrola ma zacząć się „nie później niż w terminie 7 dni od otrzymania polecenia”.

Niezrealizowanie polecenia „będzie stanowiło przesłankę prawną do wykreślenia z ewidencji danej szkoły”.

I dla wszelkiej jasności rząd uprzejmie informuje, że „projektując takie rozwiązanie założono, że [ta] sankcja wyeliminuje występowanie niezgodnych z prawem sytuacji polegających na uniemożliwianiu przeprowadzenia czynności z zakresu nadzoru pedagogicznego”.

To poważne zagrożenie dla 1650 szkół społecznych. Wystarczy zajrzeć do ustawy oświatowej. „Nadzór pedagogiczny obejmuje obserwowanie, analizowanie i ocenianie:

· przebiegu procesów kształcenia i wychowania,

· efektów działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej,

· efektów innej działalności statutowej szkół”.

Kuratorzy dobierani przez MEN cechują się konserwatyzmem i to zarówno w sensie narodowo-katolickiej ideologii, jak metod pracy. Można łatwo przewidzieć, że wiele szkół społecznych, zwłaszcza tych odważniej eksperymentujących, nie zyska ich aprobaty.

Po prostu ocenią, że szkoła niewłaściwie uczy czy wychowuje, zażądają zmian, które oznaczałyby zniszczenie dorobku czy profilu szkoły. A jeśli nie zostaną wprowadzone, wystąpią o wykreślenie z ewidencji.

8. Organizacje społeczne. Cenzura prewencyjna wg rządowych kryteriów

Nowelizacja ustawy ma ostatecznie rozwiązać wymykająca się centralnej kontroli zajęcia prowadzone przez organizacje społeczne.

Do tej pory dyrektor szkoły – na mocy art. 68 prawa oświatowego – akceptował oferty organizacji społecznych (pozarządowych) za zgodą Rady Rodziców (lub Rady Szkoły tam, gdzie ona istnieje). W praktyce było to rozwiązanie elastyczne. · Zobacz art. 86 ustawy oświatowej

Aby to wszystko ukrócić rząd wprowadza

obowiązek pozytywnej opinii kuratora przed rozpoczęciem ewentualnych zajęć, przy czym trzeba o nią wystąpić nie później niż na dwa miesiące przed rozpoczęciem zajęć.

Dyrektor ma przekazać kuratorium program zajęć oraz materiały dydaktyczne. Kurator ma miesiąc na decyzję, dopiero po pozwoleniu kuratora sprawę będzie mogła rozpatrzeć Rada Rodziców.

To pomysł dalej idący niż skądinąd fatalny projekt prezydenta Dudy referendów wśród rodziców. Kontrola MEiN obejmie także inicjatywy samych rodziców, a także takie, które zyskują szerokie poparcie w społeczności szkolnej.

Nowelizacja ustawy oznaczałaby co najmniej dwumiesięczną blokadę działań nauczycielek, które często korzystają z propozycji mniejszych i większych organizacji społecznych. Uniemożliwi reagowanie na wydarzenia i szukanie wsparcia np. przez rodziców dla ich dzieci, gdy dzieje sie cos trudnego.

Ogólnopolskie Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO) komentuje: „W Polsce działają tysiące organizacji – w tym wspierających szkoły, wzbogacających życie szkoły, przynoszących inspiracje edukacyjne. Prawo już dziś wymaga akceptacji rodziców dla takich działań, nie jest zrozumiałe odbieranie im przez kuratora prawa do decydowania o edukowaniu ich dzieci, w zakresie niewchodzącym do podstaw programowych przedmiotów szkolnych”.

Biurokratyczne rozwiązanie jest absurdalne.

OSKKO: „Wręcz szykaną wobec twórców nowych metod pracy dla szkół jest zmuszanie do wczesnego formalizowania materiałów i poddawania ich osądowi kuratora – z oceną poglądów pedagogicznych i światopoglądowych włącznie. Materiały nauczycieli są przygotowywane w trybie ciągłym. Nie sposób wszystkich opracować w wersji ostatecznej na całe miesiące przed użyciem. Wie to każdy trener nauczycielski, edukator.

Nauczyciele w Polsce mają prawo wyboru materiałów dydaktycznych i metod pracy. Odbieranie im tej swobody zabija kreatywność. Szkoła stanie się bez tej wolności miejscem nudnym, nierozwijającym w

uczniach wolności i radości tworzenia, które jest podstawą współczesnej edukacji – skierowanej ku przyszłości”.

Warto przypomnieć, że ustawa oświatowa wśród celów edukacji wymienia:

· kształtowanie u uczniów postaw prospołecznych, w tym poprzez możliwość udziału w działaniach z zakresu wolontariatu, sprzyjających aktywnemu uczestnictwu uczniów w życiu społecznym,

· upowszechnianie wiedzy i umiejętności niezbędnych do aktywnego uczestnictwa w kulturze i sztuce narodowej i światowej;

· upowszechnianie wiedzy o zasadach zrównoważonego rozwoju oraz kształtowanie postaw sprzyjających jego wdrażaniu w skali lokalnej, krajowej i globalnej,

· upowszechnianie wiedzy o zasadach racjonalnego odżywiania oraz przeciwdziałaniu marnowaniu żywności;

· kształtowanie u uczniów postaw przedsiębiorczości i kreatywności sprzyjających aktywnemu uczestnictwu w życiu gospodarczym,

· przygotowywanie uczniów do wyboru zawodu i kierunku kształcenia.

Ten opis idealnie wręcz pasuje do profilów setek pracujących z dziećmi i młodzieżą organizacji społecznych: ekologicznych, obywatelskich, ekonomicznych, charytatywnych…

Ustawa oświatowa stwierdza też wprost, że szkoła powinna stwarzać „warunki do rozwoju zainteresowań i uzdolnień uczniów przez organizowanie zajęć pozalekcyjnych i pozaszkolnych oraz kształtowanie aktywności społecznej i umiejętności spędzania czasu wolnego”.

To oznacza, że nowelizacja ustawy oświatowej może być sprzeczna z jej duchem i literą.

W praktyce politycznej rządów PiS zgodę na wejście do szkół dostawałyby z pewnością organizacje z nurtu konserwatywno-katolickiego, natomiast nie dostawały organizacje edukacji prawnej, seksualnej, równościowej, a także wszelkie pomysły zbyt nowoczesne i „kontrowersyjne”. To mogłoby uderzyć w istnienie wielu organizacji społecznych, które od lat pracują dla dobra edukacji.